środa, 6 listopada 2013

Rozdział 10

Victoria POV.
Harry... To imię krążyło po mnie przez najbliższy czas. W sumie moje myśli kierowały się głównie na niego.
Chociaż bardziej na strach przed nim. Bałam się go-cholernie. Wiedziałam że chcę mnie wykorzystać,ale ja nie chciałam odpuścić,musiałby zrobić to siłą. Ten SMS od niego uświadomił mi tylko jakie ma zamiary wobec mojej osoby. Nie umiałam tłumić tego w sobie i zaczęłam płakać jak dziecko. Czyli pierwszy dzień w szkole jak najbardziej udany(czujecie ten sarkazm). Miałam dość użalania się nad sobą,wyszłam z pokoju i pokierowałam się do salonu. Włączyłam TV i rozłożyłam się plackiem na kanapie.
Po około dwóch godzinach zrobiłam się dość znudzona i poszłam do pokoju.Wyjęłam z szafy długi,szary t-shirt i dresowe,krótkie spodenki. Byłam dziś tak zmęczona,że postanowiłam zrobić sobie dzień dziecka i jutro wziąć prysznic. Rozbierałam się w pokoju,było dość chłodno więc szybkim ruchem wrzuciłam na siebie pidżamę. Na nogi założyłam szare zakolanówki,rozwiązałam włosy i przejechałam po nich szczotką.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam do łazienki,umyłam zęby i twarz. Truchtem zbiegłam po schodach prosto do kuchni,nakroiłam sobie różnych owoców i wrzuciłam je do miski. Powróciłam na górę i walnęłam się na łóżko. Zajadając owoce zastanawiałam się jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień. Jak będzie zachowywał się Harry przed którym czuje strach w promieniu kilometra...
Była 24:00 a ja dalej o nim rozmyślałam-to chore. W końcu postanowiłam iść spać. Wtuliłam się w miękką poduszkę i odpłynęłam w krainach morfeusza. Jutro czeka mnie ciężki dzień...
---------
(Następnego dnia)
Z mojego snu wybudziły mnie dźwięki budzika. Wkurzyłam się i rzuciłam nim przez pokój,a on mimo to dzwonił. Ten przedmiot kojarzy mi się z Harrym-natrętny i nie daje spokoju. Byłam bardzo zmęczona ale musiałam iść do budy,co był by ze mnie za człowiek gdybym drugiego dnia odpuściła sobie lekcję. Nie że byłam kujonem czy coś ale bez przesady. Zanim wstałam wzięłam w rękę telefon by sprawdzić czy ktoś do mnie pisał,bądź dzwonił. Na moje nieszczęście :pisał i to nikt inny jak pan Harry. Miałam 3 nieprzeczytane SMS od mojego prześladowcy:
"Kotku czemu nie odpisujesz? Wiedz że jestem bardzo niecierpliwym
człowiekiem xx"

"Oj chyba będę musiał tu kogoś ukarać...
A tak dla przypomnienia-czerwony stanik xx"

"Jutro przyjeżdżam pod twój dom-jedziemy razem do
szkoły. Bądź gotowa na 7:40.
PS.:Mam dla ciebie małą niespodziankę xx"

Ten ostatni SMS najbardziej mnie zestresował. Zerknęłam na godzinę Kurwa 7:30-muszę się pośpieszyć.
Szybko wyskoczyłam z ciepłego łóżeczka i szybkim krokiem weszłam do łazienki,wzięłam prysznic i zrobiłam lekki makijaż. Owinięta ręcznikiem weszłam do pokoju. Wyjęłam bieliznę,biały sweterek i wzorzyste leginsy. Szybko wcisnęłam na siebie ciuchy,a włosy związałam w luźnego koka. Wzięłam pierwszą lepszą torbę i wrzuciłam do niej potrzebne rzeczy. Zarzuciłam ją sobie na ramie i zbiegłam po schodach. Nie zjadłam śniadania,wrzuciłam do torebki 10 dolarów na jakieś śniadanie w szkole. Cholernie się śpieszyłam bo chciałam wyjść przed nim. Wbiegłam na przedpokój i wsunęłam na nogi moje czarne Vansy,otuliłam się płaszczykiem ,a na głowę założyłam bordowe Beanie. Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się nikt inny jak Harry-pogromca odwagi. Tak się śpieszyłam że weszłam w niego a on zaczął się śmiać.
-Hej kochanie.-wyszeptał mi do ucha.-Mam nadzieje że chciałaś czekać na mnie na zewnątrz a nie uciec.-powiedział rozbawionym głosem. No cholera przejrzał mnie. Grrr...
-Choć Victoria bo spóźnimy się do szkoły.-powiedział pospieszając mnie. Zamknęłam drzwi i przekręciłam w nich kluczem dwa razy,sprawdziłam czy były zamknięte i odwróciłam się w stronę chłopaka o głębokich, zielonych oczach. Pociągnął mnie za rękę w stronę jego samochodu. Otworzył mi drzwi i delikatnie wepchnął mnie do środka. Pochylił się w moim kierunku całując moją szyję i zapiął pas. Zatrzasnął moje drzwi,obiegł samochód i po chwili znalazł się po mojej lewej stronie. Odpalił gaz i ruszyliśmy. W samochodzie panowała zupełna cisza,lecz musiał ją przerwać ten zachrypnięty głos.
-Założyłaś czerwony stanik tak jak mówiłem?-spytał się ciekawy mojej odpowiedzi. O kurwa zupełnie zapomniałam. Nie żyje-zapomniałam spisać testament...
*****
Heej sorry że tak długo czekaliście ale nie miałam weny ani czasu.
Mam nadzieje że rozdział się podoba.
Nie wiem kiedy będzie następny nic nie obiecuje ale mimo to licze na komentarze
Do zobaczenia ;***